18 dni, blisko 5000 km i 47 512 m przewyższenia. Aneta Lamik opowiada o tym, jak podczas TCR przejechała Europę na rowerze, samodzielnie planując trasę, noclegi i każdy kolejny dzień jazdy.

TRANSCONTINENTAL RACE NO.12: RELACJA ANETY LAMIK

OD NORWEGII DO GRECJI NA ROWERZE

Nazywam się Aneta Lamik. Jestem ultrakolarką, mistrzynią świata WUCA w kategorii jazdy bez wsparcia kobiet do 50 lat i pierwszą Polką, która ukończyła Race Across America solo. Mam za sobą tysiące kilometrów wyścigów ultra, ale każda trasa stawia przede mną inne decyzje. Tym razem czekała mnie droga przez Europę: z norweskiego Trondheim do greckiej Kalamaty.

Transcontinental Race (TCR) to nie jest zwykły wyścig kolarski. Nie ma tu jednej klasycznej trasy wyznaczonej od startu do mety, samochodu technicznego, punktów żywieniowych ani zorganizowanych noclegów. Organizator wskazuje obowiązkowe odcinki i punkty kontrolne, a cała reszta zależy od zawodnika.

W wyścigu ultra bez wsparcia musisz samodzielnie zaplanować trasę, zdecydować, gdzie uzupełnić wodę i jedzenie, kiedy odpocząć, gdzie przespać kilka godzin i jak poradzić sobie z awarią sprzętu. Trzeba też przygotować się na skrajnie różne warunki: od norweskich nocy z temperaturą spadającą do -3°C po albański i grecki upał sięgający 46°C.

Właśnie dlatego TCR jest nie tylko testem wydolności fizycznej. To także sprawdzian sprzętu, logistyki, odporności psychicznej i umiejętności podejmowania dobrych decyzji w stanie głębokiego zmęczenia. To również mierzenie się z trudnościami oraz oswajanie własnego strachu i obaw.

W moim przypadku wyścig miał jeszcze jeden, niezwykle ważny cel, wykraczający poza samo ukończenie go w limicie 20 dni - jechałam dla osób żyjących z dystrofią mięśniową Duchenne’a (DMD).

Cyclist riding a gravel road along a rocky coastline
Route map of the Transcontinental Race from Trondheim to Kalamata with control points

TRASA TCR NO. 12: TRONDHEIM - KALAMATA

Start wyścigu znajdował się w Trondheim w Norwegii. Pierwsze kilometry prowadziły przez skandynawskie krajobrazy, w tym przez obowiązkowe odcinki specjalne w Røros oraz Flåm. Aby przeprawić się przez Bałtyk, obrałam kierunek na Moss, Strömstad, Göteborg, Halmstad i Trelleborg, skąd złapałam prom do Polski.

W Polsce moja trasa objęła m.in. Świnoujście, Gorzów Wielkopolski, Głogów, Strzegom i Paczków, a dalej czeski szczyt Pradziad (odcinek obowiązkowy). Kolejnym etapem była Słowacja (Dolný Kubín, Jasná-Chopok: odcinek obowiązkowy w Tatrach) oraz Węgry (Salgtárján, Kecskemét).

Kolejne kilometry prowadziły przez Bałkany:

• Chorwacja: Osijek

• Bośnia i Hercegowina: Srebrenik, Sarajewo (obowiązkowy przejazd po torze bobslejowym), Goražde

• Serbia i Kosowo: Priboj, Nova Varoš, Tutin, Rožaje (Czarnogóra), Peć (Peja), Djakowica (Gjakova)

• Albania i Macedonia Północna: Kukës, Peshkopi (z odcinkiem obowiązkowym), Debar, Ochryda, Leskovik

• Grecja: Joannina, Antirio, prom do Petry, trasa wzdłuż wybrzeża przez Pyrgos do ostatniego punktu kontrolnego i wreszcie upragniona meta w Kalamacie.

Sama lista miast nie oddaje jednak dynamiki tej podróży. Norweskie fiordy, ciężkie górskie podjazdy, szybkie odcinki asfaltowe, dziurawe bałkańskie drogi i skwar sprawiały, że każdy dzień miał zupełnie inny charakter.

Łącznie przejechałam blisko 5000 kilometrów i pokonałam 47 512 metrów przewyższenia, co daje średnią prawie 280 kilometrów dziennie przez 18 dni.

Jednak średnia statystyczna nie mówi nic o realnym wysiłku i wyzwaniach logistycznych. Po drodze były przecież wymagające podjazdy, obowiązkowe odcinki specjalne oraz nieprzewidziane przeszkody, takie jak brak nocnych promów i konieczność czekania na poranny rejs z Trelleborga do Świnoujścia, czy zamknięte w godzinach 21:00–07:00 przejście graniczne Melissopetra między Albanią a Grecją, pod które dotarłam o 22:00.

Mountain road at sunset on the Transcontinental Race route

STRATEGIA I NAWIGACJA W WYŚCIGU ULTRA

W Transcontinental Race planowanie trasy jest tak samo ważne jak przygotowanie fizyczne.

Organizator wyznacza obowiązkowe punkty kontrolne, ale przestrzeń między nimi zawodnik układa sam. Istnieje przy tym długa lista dróg zakazanych: nie tylko ze względu na przepisy ruchu drogowego, ale i wewnętrzne zasady wyścigu. Przed startem trzeba więc godzinami analizować mapy, profil wysokościowy, jakość nawierzchni oraz dostępność sklepów i potencjalnych miejsc na nocleg.

Najważniejsza jest jednak elastyczność. Pogoda, stan nawierzchni czy brak otwartego sklepu potrafią sprawić, że idealna trasa na papierze staje się nieprzejezdna w rzeczywistości.

Kluczowe było planowanie zapasów wody. Na Bałkanach dużym ułatwieniem są przydrożne źródełka, jednak nie można zakładać, że każda stacja benzynowa będzie otwarta całodobowo. W wyższych temperaturach brak wody szybko staje się stanem zagrożenia dla zdrowia, dlatego zasięg trzeba kalkulować z dużym zapasem.

Aneta Lamik selfie with her gravel bike at an indoor overnight stop
Gravel bike loaded with bikepacking bags in a green Norwegian valley

SPRZĘT NA TCR: DLACZEGO WYBRAŁAM ROWER GRAVELOWY?

ROWER SZOSOWY CZY GRAVEL?

Większość trasy stanowił asfalt, więc klasyczna szosa byłaby lżejsza i szybsza. Ostatecznie zdecydowałam się na gravela z oponami 32 mm o charakterystyce szosowo-gravelowej oraz systemem bezdętkowym (tubeless). O wyborze przesądziły:

1. Trudne technicznie odcinki szutrowe i kamieniste.

2. Zakres przełożeń dostępny w moim gravelu.


Na wyścigu typu Transcontinental rower musi być uniwersalny. Opony o szerokości 32 mm, ze wzmocnioną ścianką i delikatnym bieżnikiem, stanowiły dobry kompromis pomiędzy szybką jazdą po asfalcie a bezpieczeństwem i komfortem na szutrach oraz w górskim terenie.

ELEKTRONIKA W ULTRAKOLARSTWIE

Zarządzanie energią urządzeń elektronicznych to kluczowy element strategii. Nawigacja bez zasilania staje się bezużyteczna, dlatego konieczność ładowania sprzętu bywała głównym powodem wybierania noclegów pod dachem.


Niezbędny sprzęt, jaki miałam ze sobą:

• Zestaw serwisowy, pompka, zapasowe części.

• Elektronika: telefon, nawigacja GPS, tracker GPS, lampki, powerbanki oraz bateria do elektronicznej przerzutki SRAM.

ODPOCZYNEK NA TRASIE: LUKSUS CZY ELEMENT STRATEGII?

Podczas 18 dni wyścigu tylko pięć razy nocowałam w hotelu lub pensjonacie. Pozostałe noce spędziłam na dziko: na werandach restauracji, przystankach autobusowych, placach zabaw, w ogródkach, przebieralniach na kąpieliskach, a nawet na ławce na kościelnym dziedzińcu czy przy granicy albańsko-greckiej. Sen jest czysto strategiczny, ma zregenerować ciało przez kilka, godzin, aby można było ruszyć dalej, najczęściej jeszcze przed 3:00 rano.

ZESTAW NOCLEGOWY

W wyścigu długodystansowym każdy gram ma znaczenie. Dlatego mój ekwipunek został ograniczony do bezwzględnego minimum. Składały się na niego:

• lekki śpiwór puchowy MAGIC 100 ZIP

• płachta chroniąca przed insektami MOSQUITO BIVI

• tarp LARCH, który stanowił osłonę podczas postojów

Cumulus Magic down sleeping bag next to a gravel bike at an overnight stop
Wild bivouac at dawn with a tarp-covered sleeping setup on the Transcontinental Race route

W TCR liczy się także czas spędzony na postojach, dlatego szybkie przygotowanie miejsca do snu było dla mnie dużą zaletą. Wyjęcie z torby podsiodłowej śpiwora Cumulus Magic 100 Zip i Mosquito Bivi, a następnie rozłożenie ich na ławce, drewnianym podeście lub w innym dostępnym miejscu zajmowało mi dosłownie kilka minut. Korzystałam z tego zestawu przy temperaturach od około 3 do 25°C. W cieplejsze noce na Bałkanach często wystarczało mi samo bivy; gdy robiło się chłodniej, używałam również śpiwora. Zdarzało mi się odczuwać lekki chłód, ponieważ spałam w samej bieliźnie, żeby nie wkładać wilgotnych ubrań do śpiwora.

Tarp Larch rzadko był mi potrzebny jako osłona przed deszczem. Kiedy spałam na ławce, wykorzystywałam go do osłonięcia stojącego obok roweru, ograniczenia wiatru i światła przejeżdżających samochodów. Dawał mi też trochę prywatności.

EKSTREMALNE WARUNKI POGODOWE: OD NORWESKIEGO MROZU DO GRECKIEGO SKWARU

TCR No. 12 wystawił uczestników na drastyczne amplitudy temperatur. Wyścig rozpoczął się w Norwegii, gdzie nocami temperatura spadała do -3°C. Wymagało to precyzyjnego doboru odzieży, by nie przeciążyć bagażu, a jednocześnie uniknąć wychłodzenia.

Z kolei na Południu Europy i Bałkanach słupki rtęci przekraczały 40°C, osiągając w Albanii i Grecji ekstremalne 46°C. Jazda w takich warunkach wymaga zmodyfikowanej taktyki: narzucenia wolniejszego tempa, częstszego nawadniania i zarządzania tętnem na długich podjazdach. Z pogodą na wyścigu ultra nie da się walczyć: trzeba się do niej dostosować.

PORADY DLA KOLARZY

BEZPIECZEŃSTWO I LOGISTYKA NA BAŁKANACH

Jazda przez kraje bałkańskie dostarcza niesamowitych wrażeń, ale wymaga zachowania środków ostrożności:

• Bezpańskie psy: watahy agresywnych psów na Bałkanach mogą stanowić realne zagrożenie dla rowerzysty.

• Zakupy i woda: wiele stacji benzynowych jest zamkniętych w nocy. Zawsze warto mieć zapas jedzenia i wody. większy, niż wynikałoby to z planowanego dystansu.

• Gościnność: mimo trudności mieszkańcy Bałkanów okazywali mi ogromną życzliwość, często oferując pomoc i wodę.

JAK SPAKOWAĆ ROWER PO WYŚCIGU?

Dotarcie na start w Trondheim wymagało lotu z Gdańska z rowerem spakowanym w karton. Powrót z Kalamaty był większym wyzwaniem logistycznym: rower został rozkręcony i zabezpieczony materiałami kupionymi w lokalnym sklepie plastycznym (folia stretch, folia bąbelkowa, pianka) bezpośrednio na dworcu autobusowym, z którego udałam się do Aten, a stamtąd samolotem do Polski.

JAZDA Z MISJĄ: DYSTROFIA MIĘŚNIOWA DUCHENNE’A (DMD)

Trasa z Trondheim do Kalamaty to nie tylko wyczyn sportowy. Od samego początku wyścig miał dla mnie głębszy wymiar. Chciałam wykorzystać zasięg Transcontinental Race, aby zwiększyć świadomość społeczną na temat dystrofii mięśniowej Duchenne’a (DMD) – rzadkiej, uwarunkowanej genetycznie choroby prowadzącej do postępującego zaniku mięśni.

Przez całą trasę symbolicznie jechałam z osobami żyjącymi z DMD. Ich imiona i autografy miałam nadrukowane na koszulce kolarskiej.

Wyścig ultrakolarski ma swoją metę – po 18 dniach wysiłku dojechałam do Kalamaty. Osoby żyjące z DMD i ich rodziny nie mają jednak możliwości zjechania z trasy. Ich walka o sprawność, rehabilitację, dostęp do leków i opiekę medyczną trwa każdego dnia. Mam nadzieję, że ta wyprawa pomoże zwiększyć świadomość DMD i wesprze rodziny, które na co dzień mierzą się z tą chorobą.

CUMULUS_configurator_make_your_sleepingbag

PLANUJESZ UDZIAŁ W WYŚCIGU LUB WYPRAWIE ROWEROWEJ?

Sprawdź ultralekkie śpiwory puchowe i kurtki Cumulus®: projektowane i szyte w Polsce, z dbałością o każdy gram i każdy szew, bo na trasie detale mają znaczenie. A jeśli potrzebujesz porady, skontaktuj się z nami! Podpowiemy, jaki sprzęt sprawdzi się najlepiej!

SKONTAKTUJ SIĘ Z NAMI!

SPRAWDŹ PODOBNE ARTYKUŁY